![]()
Grażyna Grot-Duziak: Podczas warsztatów Cyklu Destination Poland Green Academy zaprezentował Pan lokalne dobre praktyki w zakresie zrównoważonej turystyki. Temat zainteresował uczestników, warto więc pokazać go szerzej. Jak to się zaczęło, skąd ten pomysł?
Jakub Gołębiewski: O rozpoczęciu flisackiej działalności zadecydowało kilka czynników: żeglarstwo, chęć bycia w przyrodzie i konieczność znalezienia stabilnej pracy w Toruniu. Na wylocie ze studiów pracowałem jako instruktor narciarstwa zimą i instruktor żeglarstwa latem. Nie było z tego kokosów, ale praca była fascynująca, pozwalała sporo podróżować. Jednocześnie chciałem znaleźć coś dla siebie w Toruniu – miejsca, w którym mógłbym realizować pasję bez nudy.
Pewnego dnia olśniło mnie, że Toruń przez ponad 700 lat był miastem żeglugowym. Jeśli ludzie kiedyś mogli pływać po Wiśle przy użyciu prostych technologii, to dziś, w dobie nowoczesnych materiałów, też jest to możliwe. Tak powstał pomysł na firmę oferującą rejsy po Wiśle.
Początkowo planowałem laminatową motorówkę w klimacie rejsów VIP, ale żona przekonała mnie, by iść w stronę dawnej żeglugi i kupić drewnianą łódź. I tak wszystko się zaczęło w 2014 roku.
Kim są Państwa klienci? Co najbardziej doceniają?
Mamy różnych klientów. Najwięcej osób przyciągają nasze rejsy spontanicznie – spacerują po bulwarze, a nagle trafiają na naszą łódź. Staramy się, by takie doświadczenie było pełne: połączenie z historią dzięki rekonstrukcji starodawnej łodzi, bliskość wody na wyciągnięcie ręki, autentyczność – sternicy w lnianych koszulach i flisackich kapeluszach, a także bezpośrednie doświadczenie rzeki. Często opowiadamy o historii Torunia, przyrodzie, demonstrujemy nurt rzeki, głębokość wiosłem, ciszę gdy wyłączamy silnik.
Czy zdarzają się klienci z zagranicy? Skąd? Jak trafiają do Was i co ich interesuje?
Owszem, zdarzają się klienci z zagranicy. Raczej indywidualni i rodziny niż grupowi. Hiszpanie, Czesi, Amerykanie, Niemcy i inni. Niektórzy to po prostu przechodnie, ale większość z nich kupuje bilety z wyprzedzeniem przez naszą stronę. Co ich interesuje? Nie wiem do końca, bo rzadko sami zaczynają pytaniami. Najczęściej to rozpoczynam opowieść. Mój ulubiony start brzmi tak: “Historia Torunia rozpoczyna się w Palestynie…”. Oczywiście mam na myśli to, skąd przybyli do nas Krzyżacy. Taki początek jest zaskakujący dla większości słuchaczy i wtedy już mam ich uwagę. Dalej opowiadam różne rzeczy, ale zawsze staram się nawiązać do różnych wątków, które mogą być znane moim gościom, w zależności od ich kraju pochodzenia. Prawie zawsze znajduję jakieś nawiązania, bo Toruń od początku był wpięty w globalne powiązania.
Są też klienci spragnieni dłuższych rejsów, biwaków i rozmów przy ognisku – to moje najbliższe „plemię”. Dbamy o to, by każdego roku mogli przeżyć kilka takich wypraw.
Czy to oznacza, że macie taki „ swój klub/ krąg klientów z którymi spędzacie czas dłużej niż tylko kilka godzin na spływie po Wiśle?
Tak, mamy swoich “fanów”, którzy powracają na różne nasze rejsy. Są właśnie też tacy, którzy polują na rejsy wyprawowe. Te wyprawy czasem organizujemy specjalnie, a czasem to są okazje typu one-way. Na przykład jakaś gmina, albo miasto zamawia u nas animacje flisackie, czy rejsy dla swoich mieszkańców i wtedy wrzucamy informację, że można z nami popłynąć np. do Włocławka. Wtedy często objawiają się “łowcy przygód”.
Czy fakt, że jest to produkt z „eco” pomysłem, pomaga w realizacji celów firmy?
Dla większości klientów ekologia nie jest czynnikiem decydującym, ale to pole do popisu dla świadomego przedsiębiorcy. Staramy się, by element edukacji ekologicznej i zrównoważonego rozwoju pojawiał się w usługach, nawet jeśli klient o to nie prosi. Wolę mówić o „uwrażliwianiu na przyrodę” niż o „edukacji ekologicznej”. Fundamentem jest pozytywne doświadczenie w naturze – poczucie, że przyroda to nasz dom. Gdy to poczujemy, zaczynamy ją chronić.
Jak Pan ocenia, obecnie Pana działalność to sukces? Czy długo trzeba było na niego czekać ?
Po 11 zamkniętych sezonach flisackich dopiero teraz czuję małą stabilizację. Pierwsze lata były trudne – status wariatów był jak najbardziej adekwatny. Prowadzenie firmy opierało się na marzeniach, bez planu biznesowego. Próbowaliśmy wszystkiego: flisacki klub młodzieżowy, gotowanie flisackiej zupy, budowanie łodzi, ogród nadwiślański, krzyżackie napady na własne łodzie… To były piękne, romantyczne czasy, ale nie opłacalne biznesowo.
Przełom nastąpił w 2024 roku, kiedy Miasto Toruń szukało operatora dla 5 nowych łodzi w sercu bulwaru. Dziś firma działa jak normalny biznes, a po dwóch kolejnych sezonach będę mógł nazwać to prawdziwym sukcesem.
Czy odczuwa Pan wsparcie lokalnych władz i innych instytucji w rozwój eko produktu?
Od momentu, kiedy zostaliśmy operatorem miejskich łodzi, pojawiło się sporo życzliwości ze strony miasta. Jednak docenianie naszego wkładu w edukację ekologiczną czy promocję ruchu na świeżym powietrzu jest mniejsze – głównie ceniony jest wizerunek miasta i turystyka. Instytucje są raczej reaktywne niż proaktywne. Dlatego przedsiębiorcy świadomi zrównoważonego rozwoju muszą często sami pełnić rolę liderów.
To jeden z powodów, dla którego odszedłem z Rady Miasta i założyłem Fundację Wolna Wisła – uznałem, że w ten sposób mogę zdziałać więcej.
Co doradzałby Pan innym, którzy mają wydawałoby się niecodzienne pomysły?
Nie chciałbym komuś doradzać wprost, bo każda sytuacja jest inna. Mogę jedynie powiedzieć, co ja zrobiłbym inaczej. Przede wszystkim – warto mieć plan operacyjny. Ja go nie miałem, przez co traciłem energię, realizując kolejne wizje i pomysły, zamiast skoncentrować się na tym, co realnie możliwe.
Zrównoważone podejście polega na organizowaniu działań w oparciu o dostępne zasoby i realne potrzeby, a nie nieskończone pragnienia. Teraz staram się nie tylko prowadzić zrównoważoną firmę turystyczną, ale być zrównoważony sam wewnętrznie – to jest klucz do prawdziwego sukcesu.
Bardzo trafnie powiedziane, można do tego dodać jeszcze metodę małych kroków, aby szybciej widzieć efekty i utrzymać motywację
I związane z tym pytanie o plany, może coś nowego będziecie wdrażać? Może poszerzać Ofertę, albo docierać do nowego klienta? A może bardziej zacieśnicie współpracę z władzami ?
Planów u nas nie brakuje. Raczej musimy je ograniczać, by utrzymać realistyczne cele. Wile z tych planów jest na etapie chcemy i marzymy
- Chcemy przywrócić stałe cykliczne spotkania w naszym nadwiślańskim Ogrodzie Społecznym Wolna Wisła;
- Chcemy powołać sklepik z pamiątkami na Bulwarze Filadelfijskim. Chcemy, żeby to były unikalne pamiątki o tematyce flisackiej oraz takie przyrodnicze, które czynią wiślane gatunki bardziej znanymi;
- Marzy mi się duże akwarium na bulwarach z wiślanymi rybami tak, żeby każdy mógł zobaczyć jak wygląda ekosystem pod wodą i jak mogłoby być pięknie, gdyby woda była znów przejrzysta;
- Jestem zdeterminowany, by w tym roku uruchomić żagiel przynajmniej na jednej z naszych łodzi. Chciałbym nauczyć swoją załogę żeglugi wiatrowej i chciałbym dać możliwość naszym pasażerom żeglugi bez silnika. Raz, że to jest zeroemisyjne, a dwa wrażenia żeglugi w ciszy, wśród wiślanych dźwięków to zupełnie inna bajka.
- Chcemy współpracować z władzami. Mamy wiele pomysłów na rozwój zrównoważonej turystyki oraz poprawę jakości środowiska. Wiele podróżujemy do zaprzyjaźnionych organizacji za granicą i wiemy skąd czerpać, ale mamy też swoją strategię. Nie będziemy chodzić i prosić, nie będziemy organizować demonstracji w słusznej sprawie. Moje doświadczenie jest takie, że władze nie liczą się z oddolnym aktywizmem. Chcemy urosnąć, by być na tyle ważnym operatorem turystycznym w mieście i w regionie, by samorządowcy sami przychodzili pytać, co można zrobić lepiej w sprawie Wisły.
Bardzo dziękuję za ciekawą rozmowę i życzę aby etap: chcemy, marzymy, planujemy przerodził się w etap „ mamy to!” i mamy satysfakcję, a dodatkowo ”zaraziliśmy naszymi ideami wielu ludzi,
Znając Pana energię i determinację, myślę, że to się spełni, a plany i marzenia będą wam zawsze towarzyszyły, bo cóż jest warte życie bez marzeń…
Dziękuję za rozmowę
Grażyna Grot-Duziak, Site Poland, Ekspertka warsztatów Destination Poland Green Academy,
Jakub Gołębiewski – Szyper Toruńskich Flisaków
Założyciel i prezes Fundacji Wolna Wisła, organizacji która poprzez usługę turystyczną Toruńscy Flisacy uwrażliwia ludzi na piękno przyrody Wisły i bogactwo kulturowego dziedzictwa związanego z Wisłą.